Nadszedł wtorek a z nim nadzieja na uśmiech na twarzy. Po części dzień był lepszy niż ten który zapoczątkował ten tydzień. Pojechałem do szkoły, o dziwo się nie spóźniłem. Śnieg ustąpił miejsca mżawce co napełniało mnie nadzieją. Rano postanowiłem, że będę unikał pewnych osób. Udało mi się to, jednak nie sprawiało mi to ani satysfakcji, ani przyjemności. Wręcz przeciwnie. Niestety, wygląda na to, że będę musiał dalej to robić aby nie popaść w obłęd... Dzisiejszego dnia najmilszym co mnie spotkało było jedno małe "cześć" z ust mojej koleżanki czego bym się w życiu nie spodziewał. Poprawiło mi to humor po nieoczekiwanej kartkówce z polskiego z której na pewno dostane kosę. Do przyjemnych rzeczy można zaliczyć też fakt, że odezwał się do mnie mój przyjaciel który jak się okazało leży w swoim domu chory.
Dzisiejszy dzień spędziłem na dość krótkim włóczeniu się z Tadzikiem i jego dziewczyna Darią. Miło spędzaliśmy czas, głównie łażąc bez celu z jednego miejsca w drugie w zasadzie zatrzymując się tylko na herbacie w jakże dobrze już nam znanej herbaciarni. Dziś obyło się bez rabunku serwetek, ale nie zabrakło rozlanej herbaty co jest już najwyraźniej rutyną w naszym życiu. Wróciłem do domu dość wcześnie bo nieco trochę po czwartej co jest do mnie zupełnie nie podobne. Przyzwyczaiłem się już, do nocnych busów i miałem problem z dotarciem do domu o tak wczesnej porze.
Obecnie kończę jeść własnoręcznie przygotowane spagetti, popijać ciepłą herbatę. i czytać książkę. Nie zamierzam się dzisiaj kłaść spać. Noc spędzę głównie na rozmyślaniu i planowaniu rzeczy o których na co dzień nie pamiętam lub nie chcę pamiętać.
Do ciebie towarzyszko ma :)
środa, 31 października 2012
wtorek, 30 października 2012
Poniedziałek.
Zaczął się dwu godzinnym snem i zaspaniem na trzy lekcje. Oczywiście spóźniłem się na busa. Próbowałem łapać stopa ale po kilku środkowych palcach odpuściłem. Po 30 minutach chłód wziął górę i musiałem ogrzewać dłonie zapalniczką. Dzień zapowiadał się okropnie. Jakież było moje zdziwienie kiedy w drodze do akademii ujrzałem drobne białe płatki wirujące wraz z wiatrem. Oczywiście nikt inny nie potrafił ich dostrzec jednak ja byłem pewny, że to śnieg. Co jak co ale świetnego wzroku byłem tego dnia pewien, jak zawsze. Gdy dotarłem na miejsce od razu rzuciła mi się w oczy okropna atmosfera. Mógłbym przysiąść, że kilka osób miało ochotę mnie oskalpować. Brakowało też mojego przyjaciela co pogarszało sytuację Lekcje przebiegały nudno i w dość nieprzyjemnej atmosferze. Kartkówka z fizyki i niemieckiego nie poprawiła mojej chęci istnienia. Po wyjściu z budynku ujrzałem kilkoro z moich przyjaciół, co chyba było najpiękniejszym widokiem tego dnia. poszliśmy na herbatę, jak zwykle. Było trochę inaczej niż zwykle. Do chwili obecnej nie wiem co wywołało tą zmianę. Śnieg w tym czasie zdążył się już zadomowić. Wieczorem odprowadzając kolegę, nabyliśmy znicz i podróżowaliśmy z zapalonym ogniem... Na osiedlu spotkaliśmy Ignacego. Chłopakowi najwyraźniej brakowało towarzystwa bo wybiegł do nas w nie zawiązanych butach i cienkiej bluzie. Mój powrót do domu tego dnia był równie nudny, bezsensowny i nudny jak przyjazd. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to chamstwo kierowcy busa... Podsumowując, dzień niewarty podniesienia się z łóżka.
Idealna na ten dzień
Idealna na ten dzień
niedziela, 28 października 2012
Niedziela... i wspomnień czas
Z racji zimna, i powoli narastającej nostalgii, postanowiłem zmienić plan spędzenia dzisiejszego dnia. Pożyczyłem samochód i wybrałem się do dawno nie odwiedzanego przez ze mnie Orłowa. Oczywiście nie obyło się bez problemów z dotarciem do celu. Dwa razy utknąłem w błocie z tym, że raz musiałem zostać wyciągnięty. Czeka mnie jeszcze rano mycie pożyczonego autka. Pojechałem do dawno nie odwiedzanego kumpla. Jednak zapomniałem o jednym drobnym szczególe. Jego siostrze z którą spotykałem się przez całe minione wakacje. Przypomniałem sobie o tym kiedy już docierałem do celu. Przeszło mi przez myśl aby zawrócić, jednak tego nie zrobiłem. Jak się później dowiedziałem Karolina wciąż darzy mnie uczuciem, czego się trochę obawiam ale na razie nie zamierzam zaprzątać sobie tym głowy. Dzień spędziliśmy na siedzeniu przy kominku, rozmowach o wszystkim, przygotowywaniu spagetti i pieczeniu szarlotki. Co chwila do naszej gromadki dołączał ktoś nowy. Ostatecznie była nas prawie cała dziewiętnastka. Zabrakło jedynie Rolla. Został na stancji. Trochę mi brakowało jego wiecznie dobrego humoru jak i dystansu do wszystkiego. W końcu jest jednym z moich starych nielicznych już przyjaciół. Dowiedziałem się również, że mój kumpel znowu planuje projekt tym razem o wiele poważniejszy, droższy i bardziej czasochłonny niż poprzednie. Zaproponował mi współpracę, musiałem odmówić z braku czasu. Skąd on ma tyle chęci na to wszystko? Z tego co wiem dalej śpi po cztery godziny. Zazdroszczę mu tej wytrwałości. Może i wrócą jeszcze moje ukochane, beztroskie czasy kiedy mieszkałem w jego garażu, sypiałem na zapadniętej wersalce przy piecyku, i dłubałem z przyjacielem pod maską do białego rana w dźwiękach ulubionej muzyki. W końcu do świąt czy ferii nie jest aż tak daleko a w zimie trzeba coś robić. I wcale nie mam na myśli tylko zarobku bo to nie jest pierwszorzędna sprawa. Boję się tylko, o stosunki z jego siostrą. Rok temu ten problem nie występował. Zaczynam się obawiać że zacznie mi zależeć. Kiedy przypominam sobie wspólnie spędzone trzy miesiące ogarnia mnie dziwny smutek. Niby to nie miłość bo dotychczas szczerzę zakochałem się raptem trzy razy w życiu chociaż kto wie. Powrót był już łatwiejszy. Wróciłem asfaltem. Kiedyś mnie ktoś złapie. To chyba jedyna część mojego życia w której zawsze dopisuje mi szczęście. Jutro początek kolejnego tygodnia czyli ciąg dalszy zmagania się z losem, prawem, herbatą, miłością, mzk, i zielonym lublinem kursującym co dzień o dziewiętnastej dwadzieścia...
Kończę herbatę, i biegnę kończyć auto. Dziś odkryłem jak bardzo mi go brakowało przez ostatnie dwa miesiące. Od jutra zamierzam mieć do wszystkiego większy dystans, nie przejmować się związkami, miłością i całym tym gównem bo inaczej chyba nie można tego nazwać. Jak mawia pewna osoba "Miej wyjebane a będzie ci dane" Z pierwszą częścią się zgodzę :)
Coś na podsumowanie tych 7 dni . Idealnie pasuje :)
Kończę herbatę, i biegnę kończyć auto. Dziś odkryłem jak bardzo mi go brakowało przez ostatnie dwa miesiące. Od jutra zamierzam mieć do wszystkiego większy dystans, nie przejmować się związkami, miłością i całym tym gównem bo inaczej chyba nie można tego nazwać. Jak mawia pewna osoba "Miej wyjebane a będzie ci dane" Z pierwszą częścią się zgodzę :)
Coś na podsumowanie tych 7 dni . Idealnie pasuje :)
sobota, 27 października 2012
Nudny nieudany dzień... Jak tysiąc innych.
Wczorajszy dzień był inny niż wszystkie a jednocześnie był kontynuacją poprzedniego a w zasadzie kontynuacją czterech poprzednich. Z tą różnicą, że nie poszedłem do szkoły. Przynajmniej mojej. Zaczęło się niewinnie. Poczekałem aż rodzina opuści mój dom. Następnie zebrałem się i pojechałem pod gimnazjum Kamyka. Byłem troszkę wcześniej więc pomyślałem, że pójdę kupię jej oliwki. Oczywiście się nie pomyliłem. Wywołało to uśmiech na twarzy mojej towarzyszki. Czym zarażała mnie przez cały dzień. Zjedliśmy razem pizzę, popiliśmy sokiem grejpfrutowym. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Jak zwykle odkąd się razem włóczymy. Następnie udaliśmy się w stronę zamojskiej starówki. Dzisiejsi ludzie nie potrafią już dostrzec renesansowego piękna. Szczególnie pięknie wygląda ona skąpana we mgle o czym miałem okazję przekonać się parę dni temu. Z racji mrozu zgodnie stwierdziliśmy, że znów udamy się na herbatę. Przez następne trzy-cztery godziny które tam spędziliśmy co chwila dołączał do nas któryś z naszych już wspólnych znajomych. Ostatecznie była nas dziesiątka. Jak zwykle nie zwracaliśmy uwagi na innych którzy tak jak my przyszli się tu ogrzać. Zostawiliśmy po sobie nieco większy bajzel niż zwykle. Ukradliśmy nawet serwetki. W końcu nas ktoś z tam tąd wygoni... Podczas pobytu w kafejce zwróciłem uwagę na kobietę w czerwonym płaszczu która przyszła tam sama. Zamówiła czekoladę której nie tknęła. Głównie wpatrywała się w ścianę przed sobą. Czasami tylko na jej twarzy gościł skromny uśmiech lub coś co go przypominało. Wydawała się taka samotna. Miałem wielką ochotę oddać jej troszkę szczęścia które nie tego dnia otaczało. Ułożyliśmy sobie idealny plan na sobotę, jednak dzisiejsza pogoda pokrzyżowała nam plan wycieczki do Ignasia. Z racji, że wczoraj zakupiłem wszystko co niezbędne do idealnych zapiekanek byłem zmuszony je zrobić i spożyć w samotności. Jeszcze mi tak dobre nie wyszły jak dzisiejszego popołudnia. Może trochę przesadzam, a może po prostu żałuję, że nie mogłem się nimi podzielić z przyjaciółmi. Powoli dzień dobiega końca. Zaczynają się kłótnie z rodziną i głupim, rozpieszczonym bratem. Powoli ogarnia mnie smutek i samotność. Otuchy dodaje jedynie myśl, że gdzieś tam jest ktoś komu na mnie zależy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)