wtorek, 30 października 2012

Poniedziałek.

Zaczął się dwu godzinnym snem i zaspaniem na trzy lekcje. Oczywiście spóźniłem się na busa. Próbowałem łapać stopa ale po kilku środkowych palcach odpuściłem. Po 30 minutach chłód wziął górę i musiałem ogrzewać dłonie zapalniczką. Dzień zapowiadał się okropnie. Jakież było moje zdziwienie kiedy w drodze do akademii ujrzałem drobne białe płatki wirujące wraz z wiatrem. Oczywiście nikt inny nie potrafił ich dostrzec jednak ja byłem pewny, że to śnieg. Co  jak co ale świetnego wzroku byłem tego dnia pewien, jak zawsze. Gdy dotarłem na miejsce od razu rzuciła mi się w oczy okropna atmosfera. Mógłbym przysiąść, że kilka osób miało ochotę mnie oskalpować. Brakowało też mojego przyjaciela co pogarszało sytuację Lekcje przebiegały nudno i w dość nieprzyjemnej atmosferze. Kartkówka z fizyki i niemieckiego nie poprawiła mojej chęci istnienia. Po wyjściu z budynku ujrzałem kilkoro z moich przyjaciół, co chyba było najpiękniejszym widokiem tego dnia. poszliśmy na herbatę, jak zwykle. Było trochę inaczej niż zwykle. Do chwili obecnej nie wiem co wywołało tą zmianę. Śnieg w tym czasie zdążył się już zadomowić. Wieczorem odprowadzając kolegę, nabyliśmy znicz i podróżowaliśmy z zapalonym ogniem... Na osiedlu spotkaliśmy Ignacego. Chłopakowi najwyraźniej brakowało towarzystwa bo wybiegł do nas w nie zawiązanych butach i cienkiej bluzie. Mój powrót do domu tego dnia był równie nudny, bezsensowny i nudny jak przyjazd. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to chamstwo kierowcy busa... Podsumowując, dzień niewarty podniesienia się z łóżka.

Idealna na ten dzień

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad po sobie :)