niedziela, 28 października 2012

Niedziela... i wspomnień czas

Z racji zimna, i powoli narastającej nostalgii, postanowiłem zmienić plan spędzenia dzisiejszego dnia. Pożyczyłem samochód i wybrałem się do dawno nie odwiedzanego przez ze mnie Orłowa. Oczywiście nie obyło się bez problemów z dotarciem do celu. Dwa razy utknąłem  w błocie z tym, że raz musiałem zostać wyciągnięty. Czeka mnie jeszcze rano mycie pożyczonego autka. Pojechałem do dawno nie odwiedzanego kumpla. Jednak zapomniałem o jednym drobnym szczególe. Jego siostrze z którą spotykałem się przez całe minione wakacje. Przypomniałem sobie o tym kiedy już docierałem do celu. Przeszło mi przez myśl aby zawrócić, jednak tego nie zrobiłem. Jak się później dowiedziałem Karolina wciąż darzy mnie uczuciem, czego się trochę obawiam ale na razie nie zamierzam zaprzątać sobie tym głowy.  Dzień spędziliśmy na siedzeniu przy kominku, rozmowach o wszystkim, przygotowywaniu spagetti i pieczeniu szarlotki. Co chwila do naszej gromadki dołączał ktoś nowy. Ostatecznie była nas prawie cała dziewiętnastka. Zabrakło jedynie Rolla. Został na stancji. Trochę mi brakowało jego wiecznie dobrego humoru jak i dystansu do wszystkiego. W końcu jest jednym z moich starych nielicznych już przyjaciół. Dowiedziałem się również, że mój kumpel znowu planuje projekt tym razem o wiele poważniejszy, droższy i bardziej czasochłonny niż poprzednie. Zaproponował mi współpracę, musiałem odmówić z braku czasu. Skąd on ma tyle chęci na to wszystko? Z tego co wiem dalej śpi po cztery godziny. Zazdroszczę mu tej wytrwałości. Może i wrócą jeszcze moje ukochane, beztroskie czasy kiedy mieszkałem w jego garażu, sypiałem na zapadniętej wersalce przy piecyku, i dłubałem z przyjacielem pod maską do białego rana w dźwiękach ulubionej muzyki. W końcu do świąt czy ferii nie jest aż tak daleko a w zimie trzeba coś robić. I wcale nie mam na myśli tylko zarobku bo to nie jest pierwszorzędna sprawa. Boję się tylko, o stosunki z jego siostrą. Rok temu ten problem nie występował. Zaczynam się obawiać że zacznie mi zależeć. Kiedy przypominam sobie wspólnie spędzone trzy miesiące ogarnia mnie dziwny smutek. Niby to nie miłość bo dotychczas szczerzę zakochałem się raptem trzy razy w życiu chociaż kto wie. Powrót był już łatwiejszy. Wróciłem asfaltem. Kiedyś mnie ktoś złapie. To chyba jedyna część mojego życia w której zawsze dopisuje mi szczęście. Jutro początek kolejnego tygodnia czyli ciąg dalszy zmagania się z losem, prawem, herbatą, miłością, mzk, i zielonym lublinem kursującym co dzień o dziewiętnastej dwadzieścia...

Kończę herbatę, i biegnę kończyć auto. Dziś odkryłem jak bardzo mi go brakowało przez ostatnie dwa miesiące. Od jutra zamierzam mieć do wszystkiego większy dystans, nie przejmować się związkami, miłością i całym tym gównem bo inaczej chyba nie można tego nazwać. Jak mawia pewna osoba "Miej wyjebane a będzie ci dane" Z pierwszą częścią się zgodzę :)

Coś na podsumowanie tych 7 dni . Idealnie pasuje :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad po sobie :)