sobota, 27 października 2012

Nudny nieudany dzień... Jak tysiąc innych.

Wczorajszy dzień był inny niż wszystkie a jednocześnie był kontynuacją poprzedniego a w zasadzie kontynuacją czterech poprzednich. Z tą różnicą, że nie poszedłem do szkoły. Przynajmniej mojej. Zaczęło się niewinnie. Poczekałem aż rodzina opuści mój dom. Następnie zebrałem się i pojechałem pod gimnazjum Kamyka. Byłem troszkę wcześniej więc pomyślałem, że pójdę kupię jej oliwki. Oczywiście się nie pomyliłem. Wywołało to uśmiech na twarzy mojej towarzyszki. Czym zarażała mnie przez cały dzień. Zjedliśmy razem pizzę, popiliśmy sokiem grejpfrutowym. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Jak zwykle odkąd się razem włóczymy. Następnie udaliśmy się w stronę zamojskiej starówki. Dzisiejsi ludzie nie potrafią już dostrzec renesansowego piękna. Szczególnie pięknie wygląda ona skąpana we mgle o czym miałem okazję przekonać się parę dni temu. Z racji mrozu zgodnie stwierdziliśmy, że znów udamy się na herbatę. Przez następne trzy-cztery godziny które tam spędziliśmy co chwila dołączał do nas któryś z naszych już wspólnych znajomych. Ostatecznie była nas dziesiątka. Jak zwykle nie zwracaliśmy uwagi na innych którzy tak jak my przyszli się tu ogrzać. Zostawiliśmy po sobie nieco większy bajzel niż zwykle. Ukradliśmy nawet serwetki. W końcu nas ktoś z tam tąd wygoni... Podczas pobytu w kafejce zwróciłem uwagę na kobietę w czerwonym płaszczu która przyszła tam sama. Zamówiła czekoladę której nie tknęła. Głównie wpatrywała się w ścianę przed sobą. Czasami tylko na jej twarzy gościł skromny uśmiech  lub coś co go przypominało. Wydawała się taka samotna. Miałem wielką ochotę oddać jej troszkę szczęścia które nie tego dnia otaczało. Ułożyliśmy sobie idealny plan na sobotę, jednak dzisiejsza pogoda pokrzyżowała nam plan wycieczki do Ignasia. Z racji, że wczoraj zakupiłem wszystko co niezbędne do idealnych zapiekanek byłem zmuszony je zrobić i spożyć w samotności. Jeszcze mi tak dobre nie wyszły jak dzisiejszego popołudnia. Może trochę przesadzam, a może po prostu żałuję, że nie mogłem się nimi podzielić z przyjaciółmi. Powoli dzień dobiega końca. Zaczynają się kłótnie z rodziną i głupim, rozpieszczonym bratem. Powoli ogarnia mnie smutek i samotność. Otuchy dodaje jedynie myśl, że gdzieś tam jest ktoś komu na mnie zależy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw ślad po sobie :)