Niedziela. śpię...
Słyszę szczekanie psa, tego jedynego który mi pozostał, uśmiechającej się Wołgi. Po chwili słyszę jakieś krzyki i stukanie... nie, walenie w drzwi. Zerknąłem na telefon. 12,40... Śpię dalej, pójdą sobie, ale nie! No gdzieżby poszli...
czterdzieści jeden
czterdzieści dwa
czterdzieści trzy
czterdzieści cztery... Wstałem
Owinąłem się ciepło kołdrą, wychyliłem głowę przez okienko i widzę... Widzę dwóch dziadków koło sześćdziesiątki. "Przyszliśmy tłumaczyć ludziom obietnice boże."
- Kurwa mać, Jestem Ateistą idzie do sąsiada...
- Dobrze, zostawiamy kartkę i idziemy... mamy tędy pójść? - Wskazał ręką dom sąsiada...
- Tak. Do widzenia. - Zamknąłem okno, powlokłem się na górę i poszedłem spać.
Gdyby nie owa ulotka pewnie uznałbym, że był to sen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw ślad po sobie :)