Środa. Zarwana nocka, Odpychająca atmosfera w szkole oraz brak pomysłu na popołudnie poskutkował zakupem Jack'a Daniel'sa który od razu wywołał uśmiech na mojej twarzy jak i na ustach mojej towarzyszki. Najpierw poszliśmy do kawiarni gdzie spotkaliśmy czekających już na nas Darię i Tadka. Dołączyła do nas także dorotka. Po chwili spędzonej w zatłoczonej kafejce wybyliśmy w stronę pizzerii. Przy wyjściu oddano nam rękawiczki które zgubiliśmy dzień lub dwa wcześniej czego nikt nie zauważył. Jak widać rzeczy materialne człowiekowi do szczęścia są zwyczajnie zbędne... Po drodze zgubiliśmy Dorotkę. Postanowiliśmy gościć się w sali dla palących - w piwnicy. Szukaliśmy po omacku włącznika światła ale jak się okazało trzeba było wybrać się do kasy. Naszym wyborem była pizza ze szparagami. Mogę śmiało stwierdzić, że za nimi nie przepadam ale mi aż tak nie przeszkadzają abym musiał się ich pozbywać z kawałka pizzy. Dodatkowo kupiliśmy litr coli w wiadomym celu. Ciasto ze szparagami oraz cola z whiskey znikła po około 10 minutach co wcale nie znaczyło końca wizyty w pizzerii. Mieszaliśmy trunek z przeróżnymi napojami takimi jak mleko pistacjowe czy sok grejpfrutowy. To pierwsze smakowało wyśmienicie. Drugie okropnie. Po wyczerpaniu pomysłów "do czego jeszcze możemy to dolać" zaczęliśmy pić bursztynowy płyn prosto z butelki co szybko poskutkowało bardzo wesoła atmosferę. Po dwóch, może trzech godzinach zostaliśmy uprzejmie wyproszeni. Udaliśmy się na starówkę. Znów nie wiem jak to się stało, że niosłem Magdę. Widać nie umiem jej odmówić, albo to ona wybiera moment w którym jestem najbardziej uległy. Ostatecznie poszliśmy do Wedla gubiąc po drodze Tadzika i jego wybrankę. W herbaciarni dołaczył do nas Paziak, Diana oraz Aneta. "Cukierek albo jajko" niestety z powodu braku czasu musiało pozostać w strefie szalonych pomysłów. Dalszej części wieczoru opisywać nie będę.
Czwartek. Siedem godzin snu, i przebudzenie w piekle. 1 Listopada czyli przymusowa wizyta u jakże nielubianej babki. Jedyne o czym warto wspomnieć to pewne zdanie matki mego taty i moja odpowiedź.
-Jak to miło, że odwiedziłeś swoją starą babcię - Powiedziała z nutką ironi.
-Zostałem do tego zmuszony. Miałem inne plany na dziś. - Odpowiedziałem obojętnym głosem.
Piątek. W końcu się wyspałem. Z mała pobudką na kuriera który urządził mi pobudkę o siódmej dwadzieścia. Czy on naprawdę nie mógł przyjechać później? Na przykład o piętnastej?.
Ogólnie cały dzień się obijałem. Dopiero około dziewiętnastej udałem się w celu wykańczania mojego autka. Warto wspomnieć o walce z szybą którą postanowiłem dla wygody wyciąć. Walka skończyła się rozciętym palcem i czerwonymi smugami na białym podkładzie akrylowym. Jeden zero dla szyby... Jutro planuje siedzieć tak długo aż wszystko będzie gotowe :)
A w poniedziałek, wyjadę na szerokiej stali,
Będę obserwował, jak ludzie w oddali stają się mali :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zostaw ślad po sobie :)