sobota, 29 grudnia 2012

O kurwa...

Chyba mnie pojebało... Echoes leci w tle...
Ale na tych głośnikach Wszystko brzmi bosko nawet Pink Floyd za którym osobiście nie przepadam przez takie dwie punkówy które jarają się dwoma wyrazami dziewięcioma literami...
A co mi tam dziś chwila szczerości. Nie będę ukrywał mego skromnego zdania ^^
Wino , Punk wylewający się w eter z tych celulozowych membran, zapiekanki, darcie mordy na balkonie, piwo, woda ognista z jęczmienia wydobyta, Pogo w salonie... i na balkonie... i w kałuży... Groszek w zalewie piwowowinowej, orzechówka własnej roboty, dzwonienie po ludziach, Głębokie rozmysły na podłodze, Rzygający kamyk, Płonące włosy, materac, Sen, Poranek, Koń, miotła i mógłbym tak wymieniać bez końca... Fajnie było...

Przyjaciel to ktoś kto da ci w pysk kiedy zaczniesz rujnować sobie życie...
Muszę się spotkać z Fetą... W cztery oczy. Nie, nie chodzi o przeprosiny za telefon o 3 w nocy którego w zasadzie nie pamiętam. Nie przeproszę za wyrażenie własnego zdania....

p.s. Kamyczku... Zostawiłaś mi ślady zębów....

środa, 26 grudnia 2012

ech...

Wspomnienia ^^

ech...

Wróciły wspomnienia...
30 Grudnia 11. Wypad z dziewczyną i kumplem do Łodzi po samochód, pierwszy śnieg tej zimy musiał padać akurat wtedy... Całe miasto piechotą...
Ech... Krótkowłosy JAcob ze swą midziana strzałą ^^  Może by go tak odkupić od matki?

wtorek, 25 grudnia 2012

Porządne radio, porządne głośniki... Czysty dźwięk wypływający z plastikowych membran... Tak bardzo mi tego brakowało... Ostatni raz miałem taki zestaw dokładnie pięć i pół miesiąca temu. Nie ma jeszcze tuby ale i tak dźwięk jest Boooski...
Znów usłyszeć nothing else matters... Jak w miedzianym...

niedziela, 23 grudnia 2012

Choinka

Czemu nie krzyczysz więcej, gdy Cię trzymam za rękę?
Czemu nie chcesz mnie słuchać, kiedy szepczę do ucha?
Otwórz oczy szeroko, niech mocniej bije serce
Jeśli dasz siebie całą – dostaniesz mnie więcej

ZADAJ SOBIE PYTANIE
SAMA ODPOWIEDZ NA NIE
JEŚLI CHCESZ, ŻEBYM ZOSTAŁ
NA PEWNO ZOSTANĘ ...

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=iKxwRhWEFdk

Btw Dostałem od starych sześć dych i polecenie zakupu choinki. Ostatecznie wyciąłem ją z pobliskiego lasku, przywiozłem do domu i wbiłem w stojak.

czwartek, 20 grudnia 2012

Spójrz jak cudownie marniejemy...

Ludzki umysł mnie zadziwia. Można, nie odczuwać żadnego bólu, Jeśli się tylko zechce można nawet pozbyć się łaskotek, i po kilku godzinach ćwiczeń staje się to bardzo proste, niemal tak jak oddychanie. Fascynujące prawda? Ale to nie wszystko! Kiedy się postarasz możesz nawet przestać kochać, tak po prostu, bez żadnych konsekwencji nazajutrz, bez myśli samobójczych i innych efektów ubocznych. Wyjątkiem jest prawdziwa miłość z którą już nie jest tak łatwo bo nie chcesz jej się dobrowolnie pozbyć. Problemem nie tyle jest samo uczucie co nastawienie do niego. Tutaj potrzeba już czegoś więcej, czegoś co choć trochę osłabi owe uczucie, stworzy wątpliwość co utworzy swego rodzaju furtkę...
Teraz przede mną o wiele trudniejsze zadanie... Wyzbyć się wszystkiego co co czyni mnie choć trochę wrażliwym. Ciekawe czy to też możliwe?

wtorek, 18 grudnia 2012

Super... Wszyscy których dziś potrzebuje mają mnie w dupie...
Kupiłem paczkę fajek... Dobra dwie. Jestem o krok od ich wypalenia... Kur..

niedziela, 16 grudnia 2012

Na przestrzeni lat, całkiem inny ty,

Łażę po moim pokoju ze słuchawkami w uszach, z tą różnicą, że zamiast punk'a lecą te wszystkie piosenki których tak namiętnie słuchałem rok, dwa czy trzy lata temu, Przypominają dobre chwile jak i te złe... Przyglądam się szafkom i pozostawionych na nich przedmiotach, Mała flaszka w kształcie... noo czegoś tam od przyjaciółki której nie ma do dziś z niezerwaną akcyzą, tablice skradzione w usa, pudełko po pierwszej komórce, paczka pistacji... Ech, chyba nadszedł czas aby się tego pozbyć. Siedzę w żółtym fotelu, w którym nie siedziałem od marca. Tyle wspomnień. Taaa... Fotela też się trzeba pozbyć... Przypomina mi o kilku "rzeczach". Jest też cała sterta pozostałości po komputerach i kilka monitorów. Chyba pora oddać w dobre ręce, bo nie sądzę, że mi się to jeszcze przyda. Niebawem będzie wolny dom... Chyba pora zrobić porządki zakończone dużym ogniskiem, garaż też by wypadało posprzątać, bo już się ruszyć nie można. Tak... Pora zrobić porządki , nie tylko w domu...

"pełen zdumienia przez wszystkie te lata
jak czas z obcej osoby robi brata
a przyjaźń tak krucha jak ten stary chleb
tysiące potknięć i miliony gleba
 tamte wpadki teraz bez znaczenia
teraz nowe cele, teraz nowe pragnienia
a w lustrze już inna, inna osoba"

sobota, 15 grudnia 2012

Idź i schowaj swoją flagę...

Autko prawie złożone, jeszcze tylko wizyta w jakimś zakładzie który wklei mi ponownie szybę czołową i boczną.  Ciekawe jak zareagują na napis na masce ^^. Ogólnie całe auto jest w rozsypce... Ale już niebawem... Kupiłem dzisiaj radio i głośniki na tył. Skrzynia i wzmacniacz na wiosnę z braku wolnych ośmiu stówek...
Dziś obudziłem się już bez bólu nosa... w końcu ile można skrycie cierpieć? Za to melanchujnia daje o sobie znać z każdym dniem coraz bardziej. Tęsknota za... Ech... W sumie mogłem temu zaradzić ale sytuacja zmusza mnie do pozostania w domu. Nawet do Orłowa nie mogę się udać bo zasypało drogę...
W październiku rozważałem postępowanie egoistyczne i szlachetne. Skłaniam się bardziej ku temu drugiemu. Skoro mi nie jest pisane szczęście to chyba powinienem zapewnić je komuś innemu. Szkoda tylko, że aby tego kogoś przekonać do swojej racji muszę mu wyjebać w twarz bo przecież tak to sobie mogę próbować... Pożyjemy zobaczymy. W końcu niebawem (phi) święta... Jedyne dobre świąteczne wspomnienie to jemioła sprzed roku u Alicji w domu ^^.
Czyli jak zwykle bardziej zależy mi na czyimś szczęściu niż na własnym. Ech, jak ja tego nienawidzę.



Na zawsze punk, taki chce być, na zawsze punk.

piątek, 14 grudnia 2012

czwartek, 13 grudnia 2012

...

Albo nie umiesz, albo życie tak sprawiło,
że o bólu nic nie powiesz i ukryjesz wszystko
nawet miłosc

wtorek, 11 grudnia 2012

Czasami za bardzo mi zależy, czasami mi nie zależy...

Ale ze mnie cham... Obiecałem zlotowłosej piętnastą i po prostu ją olałem. Tylko jeden wysłany ukradkiem sms "nie przyjde..." piętnaście minut po piętnastej... Haha jak to się dziwnie w życiu układa, najpierw ona potem ja, znów ona. jak to ktoś zapytał... " Nie możecie naraz?"...

ykhm fajny dzień... Dzięki Kamyczku za to, że pokazałaś mi ten mostek...

Ale kiedy wszystko już oddam, czy
będziesz szczęśliwa i wolna CZY?

Wziąć gitarę i zarwać nockę... ^^ Tylko ta pustka obok drugiej struny :(

niedziela, 9 grudnia 2012

Nic nie zmieniać... A może jednak...

Siadaj koło mnie to dla ciebie jest ławka,
słuchaj jak pięknie o miłości gada,
ten który miłości nigdy nie zaznał...

Nic nie zmieniać... 
Tak jak jest jest dobrze...
tak jak jest...
nic nie zmieniać
tak jak jest jest dobrze 
tak jak jest...

A może zamiast rozpaczać zmień coś? Czasu przecież nie cofniesz. Doceń to co masz...
Taaak, Ciebie mam na myśli!

Siedzę oparty o kanapę, kominek za moimi skarpetkami gromko rozbrzmiewa strzałami wilgotnego drewna które kilka godzin temu przyniosłem z lasku... Lewą ręka wpleciona w brązowe włosy Karoliny, cicho drzemiącej na mym ramieniu. Herbata wystygła już całkiem... Miałem jechać prawie godzinę temu ale... po co się śpieszyć ? Kiedy można stanąć, zatrzymać się, słuchać happysadu cicho pukającego basem z głośników w kącie. Przemyśleć wszystko na spokojnie. Być myślami gdzieś indziej, przy kimś innym, przy kimś kto prawdopodobnie nie jest świadom tego jak często o nim myślę... Widzę, że niewiele rozumiesz z tego co do ciebie czuję. Głośno nie mówię nic a nic...

sobota, 8 grudnia 2012

zapomniałem

Że też się komuś chce to wszystko sprawdzać... Codziennie...
Zmieniłem się... Wyrzuciłem bez żalu pamiątki z dzieciństwa i nie tylko, pozbyłem się śladów dawnych miłości, Jedyny przedmiot na jakim mi zależy to owy stu złotowy banknot... Reszta jest mi po prostu obojętna.



Nie chce mi się pisać... Idę zatruwać środowisko latajac bokiem po śniegu ^^

wtorek, 4 grudnia 2012

Bo biało...

O piątej obudził mnie telefon, myślałem że to któryś z "moich" budzików... Ale nie, około szóstej czterdzieści zadzwonił ten właściwy... Dopiero wtedy odkryłem o co chodziło. "Przyjedź, proszę" - Od Karoliny... Dziesięć minut za i przeciw i decyzja podjęta. Orłów! o siódmej dwadzieścia już odśnieżałem zagazowanego który trochę mnie zaskoczył faktem że zapalił przy ujemnej temperaturze po trzech dniach spoczynku pod chmurką. Trzeba go będzie kiedyś w końcu zatankować ^^ Może zajmie się już tym przyszły właściciel :P
Nie rozumiem też po co ludziom opony zimowe... Zrobiłem dzisiaj 16km po śniegu na letnich i ani razu nie sprawił mi żadnego psikusa... Ba bosko latał bokiem na każdym zakręcie ^^ ... Cóż dotarłem , dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy, Stwierdziłem, że nie tylko ja mam wszystkiego dosyć, posiedziałem przy kominku, wypiłem wiadro dobrej herbaty i grzańca prosto z garnuszka i takie tam podobne. Jak się okazuje jest jeszcze ktoś kto potrafi mnie ogarnąć^^ chociaż trochę. Dzięki że jesteś. Wróciłem przed zmierzchem, tak na wszelki wypadek aby nie zostać gdzieś w zaspie na polnej drodze.
Jutro idę na pizzę z oliwkami do la strady... O niczym innym nie marzę...

poniedziałek, 3 grudnia 2012

odejdę

Za jakiś kwartał może szybciej, niech się tylko ciepło zrobi ^^
Zbyt wiele wspomnień, zbyt wiele znanych twarzy, zbyt wiele wydarzeń które mnie prześladują na każdym kroku... Do tego klasa pełna "skrytych" plastików... Ja pierdole... Co ja tu kurwa jeszcze robię? 
No tak, zapomniałem... Taki jeden "mały" powód... Tylko z powodu tej osoby nie zlikwidowałem jeszcze lokat i nie wybyłem choćby do kielc...

Koniec wegetarianizmu... Fizycznie nie dam rady... 

pon...

Nie lubię poniedziałku... Coś w tym jest! Wstałem, pojechałem , stwierdziłem, że nie dam rady, poszedłem do lekarza, potem na dworzec znowu, wyszyńskiego , kłótnia z kobietą, pół godzina kolejka po jakieś koraliki dla brata, potem powrót na koszary, spotkanie ideału... Społeczniak i znowu dworzec.. Dom i to by było na tyle...
Czuje sie okropnie... Dalej zbiera mi się na wymioty...
dodam jeszcze, że w ciągu trzech minut zmienił mi się światopogląd. Chyba wiem również czego chce od życia.
Ech.. Nie widziałem cię cały dzień i tęsknię... Uwierzysz?

niedziela, 2 grudnia 2012

Śnieg?!

Się wkurwiłem i wyjebałem 70 stron książki :P A co tam, nie muszę pisać, nikt mi przecież nie każe.
Niedziela, Mój dzień nie bycia... Znowu złamałem własną zasadę, ale... warto było.
Podróż z uroczym dziadygą z domu pod akademicka za free... Dalton i nad zalew, Rzeka, przemarznięty kamyczek stąpający po wodzie, i próba rozpalenia ogniska.... Nałogowe tłuczenie butelek, zbieranie gałęzi na kładkę, Boski widok... Mały kamyczek z wielką kłodą pod pachą... Po drodze wyżebrane dwa szlugi... Tyle wygrać. Da grasso, i kradzież papieru^^ Dalej nie wiem po co. I wizyta u kumpla. Ech dziękuję ci przyjacielu za gościnę, herbatę, ciastko i kanapki :) Podsumowując... Fajnie było...

"Chcę mieć ciebie całą
To i tak jest za mało"

sobota, 1 grudnia 2012

grudzień

pierwszy grudnia, kochałem ten dzień... Dziś to stado cyferek zwane datą jest mi już zupełnie obojętne,
Chyba nie potrafię tego wszystkiego ogarnąć, bo czasu na pewno nie... Nie rozumiem samego siebie a co dopiero innych. Odkryłem wczoraj coś czego się spodziewałem. Cholera jasna czemu akurat teraz, czemu to wszystko musi być takie skomplikowane? Palę mosty jednocześnie budując nowe a potem pale nowe odbudowując stare...
Alicjo... Muszę się z tobą spotkać, byłaś, jesteś jedyna osobą która mnie tak naprawdę potrafi ogarnąć. Znasz mnie lepiej niż ja siebie sam... Pewnie znów cię przeproszę za to co zwykle, a ty jak zwykle stwierdzisz, że już ci przeszło co oczywiście będzie kłamstwem. Naprawdę chcę aby ci przeszło, szkoda tylko, że przez własny egoizm nie potrafię zniknąć z twojego życia raz na zawsze. Tyle różnych rodzajów miłości jest na tym świecie... Weź tu się połap...
A wczoraj znowu byłem nad zalewem, idę z piwem w ręku a za mną radiowóz... Butelka pod płot i nie wiem o co chodzi ^^ Oj dobra nie chce mi się pisać na temat wczorajszego dnia... Ujdzie, Byłby fajniejszy jakbym nie zasypiał przy każdym kroku...
Co do Kjs... byłem pięćdziesiąty drugi na dziewięćdziesięciu siedmiu na końcu. Lewy bok skasowany, ale będzie dobrze. I tak najlepszy był zielony (chyba) CC dachujący czterdzieści metrów przede mną... Cóż, widzę że nie był to mój ostatni wyjazd... Za fajnie było ^^
Wspomnę jeszcze o kwestii, że nie wiem czego chce... Wszystko mi się plącze dość poważnie...

Przepraszam za zmianę adresu, było to konieczne.

A ty zamiast ustawiać budzik na ósmą zrób coś z tym póki jeszcze możesz...
I nie przejmuj się tym "bo co oni powiedzą"

czwartek, 29 listopada 2012

117 startujących... Być chociaż sześćdziesiątym i całym na końcu ^^
Mójjjj ♥♥♥
W sobote dam fotke skończonego ^^

środa, 28 listopada 2012

Będzie lepiej? Nie, nie będzie...

Nie rozumiem Fety, nie rozumiem o co jej chodzi z zaufaniem. one mi naprawdę nic nie przekazały...
Przynajmniej ja nic nie pamiętam... Jak zwykle pewnie dowiem... dowiedziałbym się ostatni...
Czy ja prosiłem o tak wiele? trochę dobrych chęci, może wiary i zrozumienia...
Mi też nie jest łatwo, szczególnie jak cały dzień się w zasadzie do mnie nie odzywasz...
Do dupy z tym wszystkim...
Idę i... nie wracam.
Koniec Bloga. Żegnam.

sobota, 24 listopada 2012

Żyję... Chyba :D

Słowa, które chcesz usłyszeć
Wszystkie Twoje tajemnice
Twoje sny i myśli chore
Twoją twarz i wszystko Twoje
Twoje grzechy znam jak swoje
Strach i Twoje paranoje
Ból i Twoje łzy
I wszystkie swoje sny

Lęki Twojej duszy
Spokój znam po burzy
Wszystkie modlitwy Twoje
Znam jak modlitwy swoje
Wszystko to co czujesz
Słabości Twe szanuje
Ty jesteś moim chlebem
Ja jestem tu dla Ciebie

Żyję :D Nie piszę bo nie mam czasu... Mam głowę pełną myśli ^^
No dobra, powód mojego "nie pisania" jest trochę inny :P
Nie, nie napiszę o tym... Nie potrafię tego opisać... :D

Z nowości? W środę już na pewno wyjadę z garażu :D

środa, 21 listopada 2012

Coś się dzieje... Coś pozytywnego... Znów mam ochotę być... Istnieć...

Dziś niczego więcej nie będzie, nie chce mi się pisać... na blogu :P

poniedziałek, 19 listopada 2012

Poniedziałek cz.2 (ta lepsza)


Lekcje się skończyły... Tadek, Daria, muzyk potem Tadek I da Grasso. No i pizza nr. 30 z oliwkami zamiast papryki... Czyli rutyna. Przyjście Fety, Odejście Tadzika, Głębokie rozmysły na temat przepisania się do trzeciego... Później kamyczek i jej kac... c: Głębokie rozmysły na temat miłości, nieszczęśliwej miłości porównanej do głodu, pełnej lodówki i bułki która mimo że jest czerstwa i nieświeża mimo tego bywa bardzo pożądana...
Wizyta w twierdzy z fetą, empik, przeglądanie płyt, i innych uroczych drobiazgów... black devil wypalony za twierdzą..., udostępnienie ramienia do snu c: Wspomnę jeszcze o gonitwie w glanach na trójkę, kontroli i ponownym biegu do "Lublin"a :D

Jutro będzie lepiej :)

Feta ----> c:

poniedziałęk cz.1

Siedzę na lekcji informatyki
odliczam minuty do dzwonka
chciałbym posłuchać na przerwie muzyki
Poczuć jak kwitnie fikcyjna łąka

Taaak nudy na informatyce :P
Przecież, nie będę robił jakiegoś zadania w rexelu tylko skopiuje sobie czyjąś prace ^^
Z nowości? spałem 5 godzin bo czytałem pewną ksiażkę zgłębiając Psyhikę rudowłosej punkówy.
Zaspałęm, nie poszedłem na historię, Wysiadłem na dworcu , wypiłem kawe na statoil i pojechałem siódemką do szkoły :P  tyle nowości.
p.s. Okropna klawiatura :P Sory za błedy ale nie ogarniam :D

niedziela, 18 listopada 2012

Głosząc słowo Boże.

Niedziela. śpię...
Słyszę szczekanie psa, tego jedynego który mi pozostał, uśmiechającej się Wołgi. Po chwili słyszę jakieś krzyki i stukanie... nie, walenie w drzwi. Zerknąłem na telefon. 12,40... Śpię dalej, pójdą sobie, ale nie! No gdzieżby poszli...
czterdzieści jeden
czterdzieści dwa
czterdzieści trzy
czterdzieści cztery... Wstałem
Owinąłem się ciepło kołdrą, wychyliłem głowę przez okienko i widzę... Widzę dwóch dziadków koło sześćdziesiątki. "Przyszliśmy tłumaczyć ludziom obietnice boże."
- Kurwa mać, Jestem Ateistą idzie do sąsiada...
- Dobrze, zostawiamy kartkę i idziemy... mamy tędy pójść? - Wskazał ręką dom sąsiada...
- Tak. Do widzenia. - Zamknąłem okno, powlokłem się na górę i poszedłem spać.
Gdyby nie owa ulotka pewnie uznałbym, że był to sen.

---

Odejdę gdy zgasną światła, po cichu, spokojnie
Bez załatwiania spraw, niech zostaną niedokończone

niedziela

Nie piszę o niczym ciekawym... Wiem, ale przecież nie będę opisywał tak nudnych wydarzeń jak wybijanie szyby glanem czy spędzanie niedzieli przy laptopie. Od jutra Może znów zacznę się włóczyć po mieście na co ostatnio nie miałem czasu. W zasadzie na nic nie mam ostatnio czasu... Mam nadzieje, że będzie co opisywać :)
--->

sobota, 17 listopada 2012

Odejdę, po cichu, bez pożegnania, w nieznane...

http://allegro.pl/show_item.php?item=2801194260

Pora się wyzbyć rzeczy materialnych i zapełnić sobie konto :)
Cel... 17 000 pora sprzedać wszystko :)

piątek, 16 listopada 2012

piątek piątek razy dwa

Poranne spotkanie z Magdą, Załatwianie spraw, i o 10 byłem już w domu.
Samochód ( taa miedziana trumna na kołach z 260k przebiegu) i wycieczka do orłowa.
Wspólne dłubanie przy brązowym fordzie torino, który za parę tygodni będzie już niebieski :) i to v8 ♥ Bajka 
Z nowości to wydane prawie pięć stówek na alumy oraz licznik. Już naprawdę niewiele mi zostało...
Za tydzień wyjadę, i odjadę tam skąd się nie wraca... czy jak to tam brzmiało xD
Po drodze wpadł pomysł na napis na tylnej klapie :D
Jutro poranne złomowanie i może wizyta w zamościu :)
Póki co idę wreście kłaść lakier :)

czwartek, 15 listopada 2012

...

Znów zostawiłem po sobie pustkę...
Jak ja tego nienawidzę...







u mnie wszystko w porządku, Żyję... Jeszcze :D
Jutro znowu nie ma mnie dla nikogo :)

środa, 14 listopada 2012

Tydzień - Jebane 7 dni

Czy wszystko musi się tak kończyć?
Kilka dni bycia pijanym bez grama alkoholu...
Nawet się nie zaczęło, a już się kończy...
Jedna mała cecha psuje wszystko.
A byłem tak szczęśliwy, nie tylko zresztą ja...
Skłamałem, bo się zaczęło i trwało...
Jakiś tydzień...
Cały pieprzony tydzień i mi zupełnie przeszło.
Przez jedną jakże niewinną i można by rzec,
nieistotną sytuacje nie wnoszącą nic większego.
Kurwa...

Jutro sprawdzę czy jest jakikolwiek sens marnować czas.
I znów pozostawię po sobie pustkę... Szkoda....

wtorek, 13 listopada 2012

Dziesiątka...

Wsiadasz do autobusu zamojskiej linii
Wsiadasz do blaszanego pudełka na gaz
Wysiadasz i widzisz problem olbrzymi
Wysiadasz i widzisz za sobą tylko las

Z dedykacją dla Magdy i jej orientacji w terenie :)

Przemyślenie nr.1

Dziś opowiem o tym jak jechałem autobusem podmiejskim. Wsiadłem skasowałem bilet, były wolne miejsca ale stwierdziłem że skoro starsi ludzie uważają, że ich reklamówki są bardziej zmęczone ode mnie  nie będę ich z błędu wyprowadzał.stoję, w słuchawkach leci brighter than a thousand suns... na 3/4 głośności czyli mniej więcej tak, że przechodząc obok mnie można było usłyszeć dudnienie. Co przystanek ktoś wsiada/wysiada jedni przechodzący obok mnie powiedzą przepraszam inni nie. Normalka, nikt się na ciebie nie wpieprza tylko przynajmniej gestykuluje, że chce przejść. W pewnym momencie wsiada babsko (wiem to obraźliwe)... Wsiadam wieloryb (trochę lepiej ^^) I się przepycha obok mnie, delikatnie mówiąc wpycha mnie w fotele obok których stałem bo ona MUSI skasować bilet zanim autobus ruszy, i MUSI usiąść bo jej się NALEŻY! - To może ja wyjdę - Zapytałem z ironią... a ta jak nie zacznie gdakać, pieprzyć że ona płaci wielką fortunę za przejazd (złotówka jeśli się nie mylę, karnet) to jej się należy, komfortowy przejazd. I w ogóle bym słuchawki wyją bo strasznie dudnią i  dlaczego stoję tyłem do kierunku jazdy. No kurwa. A ja to jadę za darmo. Mojej odpowiedzi nie przytoczę gdyż była zbyt wulgarna ale na twarzy Tego czegoś zagościło obrzydzenie i najwyraźniej skompromitowałem "pasażerkę" sądząc po innych osobach będących w owej trójce. Jedynie co zrobiłem to zwiększyłem głośność na maxa i pokazałem jej środkowy palec gdyż akurat był przystanek.
Podsumowując. Kultury brak. BO JEJ SIĘ NALEŻY! \

poniedziałek, 12 listopada 2012

Kombinuj Bryan, Kombinuj!

Załatwiłem zezłomowanie jasnozielonego wstępnie na czwartek. Jeszcze go tylko rozebrać i będzie problem z głowy :). Miedziany w trakcie szykowania do sprzedaży. Teraz tylko trzeba mi trochę szczęścia i zostanę z jednym autem...
Cholera musi się udać. Tylko teraz skombinować trochę kasy :)

TAK!

Zadzwoniłem. Pół tysiąca zaliczki i mam zaklepaną.
Dziś miałem drobne wydatki ale do czwartku-piątku powinienem znaleźć pięć stówek.
Teraz tylko przekonać matkę aby kupiła na siebie uturbione 3.0 (kwestia tańszego ubezpieczenia) łatwo nie będzie bo mam już trzy auta...
Uda się ! UDA!

Uda się!

Jest supra... Może i nie MK4 ale też fajna, 3.0 i Targa^^
3900zł Mam ledwo 520... Nie pojadę do kielc, nie planuje dzisiaj spać wyszykuje miedzianego na sprzedaż. 
Szansa uzbierania trzech tysięcy w dwa tygodnie jest nikła ale istnieje. Może jakby sprzedać wszystko tak jak kiedyś... Może by i się udało. Uda się! Musi!

Jedno z moich marzeń które mają szanse się ziścić :)


P.S. Sprzedam netboka :)

niedziela, 11 listopada 2012

Na poczekaniu :)

Ludzie mnie zadziwiają...
Ludzie nie rozumieją...
bo oni serca nie mają!
I żyją tylko nadzieją...

Ludzie nie myślą normalnie...
Ludzie nie widzą szczęścia...
Spójrzcie dziś racjonalnie!
Dążcie do uczuć kwitnięcia...

Lakierowanie nie wyszło. Progi do poprawki. Jutro poprawię podkład a we wtorek poczerwienię :)
Nowości brak :)

Miej wyjbla bla bla...

Nie potrafię kochać
Nie potrafię nienawidzić
Nie potrafię milczeć
Nie potrafię krzyczeć
Nie potrafię być sobą
Nie potrafię innym być
Nie potrafię umrzeć
Nie potrafię żyć...

Ech, prawda znana od wielu, wielu dni, mnie totalnie zaskoczyła. 
Skąd mogłem wiedzieć... Wiem ślepy jestem. Totalnie ślepy
Jednocześnie kocham i nienawidzę tego co nieświadomie robię.
Nie pierwszy raz wyrządziłem komuś krzywdę.
Tylko dlaczego nie może się to wszystko kierować w kierunku,
w kierunku w którym nie czyniłbym zła tylko szczęście? 

Autystyczny...

A co jeśli świat jest inny niż się mi wydaje? 
A co jeśli W życiu chodzi o coś innego?
W mym życiu nie ma miłości, tak mi się zdaje.
Tak wiem jest w tym coś pięknego.

A co jeśli zaczynam myśleć jak ona?
A co jeśli utożsamiam się z tym
Wiem, Ta myśl jest mocno zboczona.
Zacznę szukać sensu w życiu mym.

A co jeśli sensu nie znajdę? 
A co jeśli Odejdę daleko?
Czy wtedy miłość w końcu odnajdę.
Otwórz się szerzej moja powieko.

Samochód w podkładzie :D Jutro lakier ^^ 
Już niebawem nim gdzieś się wybiorę. Wsiądę, zamknę drzwi. Przekręcę kluczyk. Powita mnie wesoły warkot silnika. Wrzucę bieg, musnę delikatnie glanem gaz... I odjadę w siną dal...

Szczerzę jestem w szoku... Dziennie liczba wyświetleń sięga stu osiemdziesięciu. Spodziewałem się maksymalnie dziesięciu, mooże piętnastu i jednej czy dwóch subskrypcji a mam ich aż siedemnaście :)

sobota, 10 listopada 2012

Wczoraj... Bo, wczoraj...


Wczorajszy dzień był... No i nie użyje słowa "Fajny" bo jest zbyt lakoniczne. ^^
Most, Piwo, "Skaczemy", i tak dalej... nie chce mi się opisywać :D
Dodatkiem był znajomy z Daewooforum który okazał się... Skinem. Ostatecznie zostawił ponad 200zł i niesamowitą motywacje do kończenia auta.
Dzisiaj podjąłem decyzje o pozbyciu się spalonego i jednego miedziaka. Bo są to miny nie do odratowania.
Wyszło też, że od września nie mam opłaconego OC... Szykuje się niezły wydatek rzędu pięciu stówek...
Póki co idę robić auto I jak co tydzień przestaje być osiągalny. Wyłączam GG i tel :)
Może wieczorem skrobnę jakieś moje przemyślenie.


piątek, 9 listopada 2012

Wróciłem z... wycieczki.
Oczywiście motor zdechł. No gdzież by inaczej. O tym później
Pojechałem do Izbicy. Taaak Pewien sklep czynny do bardzo późna. Motor a w zasadzie jeszcze żyjące zwłoki zostawiłem na parkingu pięćdziesiąt czy osiemdziesiąt metrów od sklepu. Zatem musiałem się przejść. Mijając pseudo dworzec pks zauważyłem kamień lądujący bezpośrednio przed moimi butami... Odwróciłem głowę i zobaczyłem trójkę gimbusów - na oko druga/trzecia klasa - PSEUDO dresów. To mogło się przytrafić tylko mnie. Kiedy odwróciłem głowę akurat jeden ciskał we mnie butelką. Pod wpływem impulsu z wymalowaną na twarzy furją oraz oczami rządnych krwi ruszyłem w ich stronę. Jeden najwyraźniej się przestraszył bo zanim dotarłem do jego dwóch pozostałych towarzyszy już go nie było. Pozostała gimbaza najwyraźniej nie spodziewała się takiego zachowania z mojej strony (za co uprzejmie drogą gimbazę... przepraszam Gimbazę, przepraszam) Ostatecznie jeden z logiem chyba adidasa został od razu wyłączony z zabawy poprzez mocne wepchnięcie w ścianie co poskutkowało uroczym dla mych uszu chrupnięciem nosa. (później miał intensywny krwotok). Z kolei Drugi z paniką w oczach kopną mnie w... nogę i próbował uderzyć w twarz ale moja pięść była trochę szybsza. Resztę załatwiłem Glanami. Nic dodać nic ująć. Uczucie przewyższyło moje wyobrażenie. Nie wiedziałem, że agresja może sprawiać tyle przyjemności. Ostatecznie chłopców zostawiłem. Jeden był skulony drugi z kolei klęczał płacząc i próbując złapać się za nos. Ciekawi mnie jedno... Co powiedzą rodzicom i kolegom :D
Troszkę żałuje (wpadłem na to pisząc tego posta), że nie użyłem jakże dresowego tekstu... "Komórka albo wpierdol" ^^
Co do motoru. Udało mi się dojechać pod podjazd... I zdechł. Ostatecznie musiałem go zaciągnąć na moją Górkę. Jednak wciąż czując się mega zadowolonym nie sprawiło mi to żadnego kłopotu. 
Na razie koniec z motorem. Muszę zdobyć nowy silnik. 
Coś mi się wydaje, że jutr dzisiejszy dzień będzie Zajebisty :D 
Póki co Uśmiech na twarzy i mega satysfakcja.

P.S. 1000 Wyświetleń Bloga
     i. 18000 wyświetleń tematu o ziel już czerwonym :)

czwartek, 8 listopada 2012

Wolność :)

Wiele się zmieniło.
Znów jestem niemal szczęśliwy, Świat znów wydaje się bardziej przyjazny niż przed tygodniem. Byłem w lublinie, pod osłoną nocy pożegnałem przyjaciółkę która odeszła z tego świata dawno temu. Tym razem już na zawsze. Pozbyłem się wszelkich przedmiotów, zapisków czy wiadomości które mogły by mi ją przypominać. Znów czuję, że żyje i mam ochotę na bycie sobą... Znów czuje, że mogę kochać... 
Dziś uruchomiłem Mojego ogara za 60zł Biedaczek ma nalatane na orginalnym silniku ponad 19 tysięcy ale pali teraz od strzała. Pisząc tego posta mam ochotę wsiąść i pojechać gdzieś daleko. Może do Chełma? Albo przynajmniej do Orłowa :) Znów poczuć wiatr we włosach, wolność... Stanąć na siodełku podczas jazdy...  Po co marzyć skoro mam to w zasięgu ręki? Do zobaczenia jutro ;)

wtorek, 6 listopada 2012

Kiedyś wszystko opisze...
Póki co wsiadam w auto i jadę... Zrobię coś czego od dawna nie robiłem, odwiedzę miejsce, osobę, której od dawna nie odwiedzałem. Tylko zaleje do pełna abym nie musiał się zatrzymywać, cofać. Mam nadzieje, że uda mi się wrócić, zdążyć na lekcję... koncert... Chyba, że coś się wydarzy. Coś..., coś co mnie całkowicie odmieni...
Bryan

sobota, 3 listopada 2012

Hellą Im , Rodzina i rozcięty palec...

Środa. Zarwana nocka, Odpychająca atmosfera w szkole oraz brak pomysłu na popołudnie poskutkował zakupem Jack'a Daniel'sa który od razu wywołał uśmiech na mojej twarzy jak i na ustach mojej towarzyszki. Najpierw poszliśmy do kawiarni gdzie spotkaliśmy czekających już na nas Darię i Tadka. Dołączyła do nas także dorotka. Po chwili spędzonej w zatłoczonej kafejce wybyliśmy w stronę pizzerii. Przy wyjściu oddano nam rękawiczki które zgubiliśmy dzień lub dwa wcześniej czego nikt nie zauważył. Jak widać rzeczy materialne człowiekowi do szczęścia są zwyczajnie zbędne... Po drodze zgubiliśmy Dorotkę. Postanowiliśmy gościć się w sali dla palących - w piwnicy. Szukaliśmy po omacku włącznika światła ale jak się okazało trzeba było wybrać się do kasy. Naszym wyborem była pizza ze szparagami. Mogę śmiało stwierdzić, że za nimi nie przepadam ale mi aż tak nie przeszkadzają abym musiał się ich pozbywać z kawałka pizzy. Dodatkowo kupiliśmy litr coli w wiadomym celu. Ciasto ze szparagami oraz cola z whiskey znikła po około 10 minutach co wcale nie znaczyło końca wizyty w pizzerii. Mieszaliśmy trunek z przeróżnymi napojami takimi jak mleko pistacjowe czy sok grejpfrutowy. To pierwsze smakowało wyśmienicie. Drugie okropnie. Po wyczerpaniu pomysłów "do czego jeszcze możemy to dolać" zaczęliśmy pić bursztynowy płyn prosto z butelki co szybko poskutkowało bardzo wesoła atmosferę. Po dwóch, może trzech godzinach zostaliśmy uprzejmie wyproszeni. Udaliśmy się na starówkę. Znów nie wiem jak to się stało, że niosłem Magdę. Widać nie umiem jej odmówić, albo to ona wybiera moment w którym jestem najbardziej uległy. Ostatecznie poszliśmy do Wedla gubiąc po drodze Tadzika i jego wybrankę. W herbaciarni dołaczył do nas Paziak, Diana oraz Aneta. "Cukierek albo jajko" niestety z powodu braku czasu musiało pozostać w strefie szalonych pomysłów. Dalszej części wieczoru opisywać nie będę.

Czwartek. Siedem godzin snu, i przebudzenie w piekle. 1 Listopada czyli przymusowa wizyta u jakże nielubianej babki. Jedyne o czym warto wspomnieć to pewne zdanie matki mego taty i moja odpowiedź.
-Jak to miło, że odwiedziłeś swoją starą babcię - Powiedziała z nutką ironi.
-Zostałem do tego zmuszony. Miałem inne plany na dziś. - Odpowiedziałem obojętnym głosem.

Piątek. W końcu się wyspałem. Z mała pobudką na kuriera który urządził mi pobudkę o siódmej dwadzieścia. Czy on naprawdę nie mógł przyjechać później? Na przykład o piętnastej?. 
Ogólnie cały dzień się obijałem. Dopiero około dziewiętnastej udałem się w celu wykańczania mojego autka.  Warto wspomnieć o walce z szybą którą postanowiłem dla wygody wyciąć. Walka skończyła się rozciętym palcem i czerwonymi smugami na białym podkładzie akrylowym.  Jeden zero dla szyby...  Jutro planuje siedzieć tak długo aż wszystko będzie gotowe :)


A w poniedziałek, wyjadę na szerokiej stali,
Będę obserwował, jak ludzie w oddali stają się mali :)

piątek, 2 listopada 2012

...

Chwilowy brak aktywności jest skutkiem braku czasu, zmęczeniem, masą zajęć czyli wszystkim co niebawem zostanie opisane :)

środa, 31 października 2012

Ciąg dalszy tygodnia nudnego...

Nadszedł wtorek a z nim nadzieja na uśmiech na twarzy. Po części dzień był lepszy niż ten który zapoczątkował ten tydzień. Pojechałem do szkoły, o dziwo się nie spóźniłem. Śnieg ustąpił miejsca mżawce co napełniało mnie nadzieją. Rano postanowiłem, że będę unikał pewnych osób. Udało mi się to, jednak nie sprawiało mi to ani satysfakcji, ani przyjemności. Wręcz przeciwnie. Niestety, wygląda na to, że będę musiał dalej to robić aby nie popaść w obłęd... Dzisiejszego dnia najmilszym co mnie spotkało było jedno małe "cześć" z ust mojej koleżanki czego bym się w życiu nie spodziewał. Poprawiło mi to humor po nieoczekiwanej kartkówce z polskiego z której na pewno dostane kosę. Do przyjemnych rzeczy można zaliczyć też fakt, że odezwał się do mnie mój przyjaciel który jak się okazało leży w swoim domu chory.
Dzisiejszy dzień spędziłem na dość krótkim włóczeniu się z Tadzikiem i jego dziewczyna Darią. Miło spędzaliśmy czas, głównie łażąc bez celu z jednego miejsca w drugie w zasadzie zatrzymując się tylko na herbacie w jakże dobrze już nam znanej herbaciarni. Dziś obyło się bez rabunku serwetek, ale nie zabrakło rozlanej herbaty co jest już najwyraźniej rutyną w naszym życiu. Wróciłem do domu dość wcześnie bo nieco trochę po czwartej co jest do mnie zupełnie nie podobne. Przyzwyczaiłem się już, do nocnych busów i miałem problem z dotarciem do domu o tak wczesnej porze.

Obecnie kończę jeść własnoręcznie przygotowane spagetti, popijać ciepłą herbatę. i czytać książkę. Nie zamierzam się dzisiaj kłaść spać. Noc spędzę głównie na rozmyślaniu i planowaniu rzeczy o których na co dzień nie pamiętam lub nie chcę pamiętać.

Do ciebie towarzyszko ma :) 

wtorek, 30 października 2012

Poniedziałek.

Zaczął się dwu godzinnym snem i zaspaniem na trzy lekcje. Oczywiście spóźniłem się na busa. Próbowałem łapać stopa ale po kilku środkowych palcach odpuściłem. Po 30 minutach chłód wziął górę i musiałem ogrzewać dłonie zapalniczką. Dzień zapowiadał się okropnie. Jakież było moje zdziwienie kiedy w drodze do akademii ujrzałem drobne białe płatki wirujące wraz z wiatrem. Oczywiście nikt inny nie potrafił ich dostrzec jednak ja byłem pewny, że to śnieg. Co  jak co ale świetnego wzroku byłem tego dnia pewien, jak zawsze. Gdy dotarłem na miejsce od razu rzuciła mi się w oczy okropna atmosfera. Mógłbym przysiąść, że kilka osób miało ochotę mnie oskalpować. Brakowało też mojego przyjaciela co pogarszało sytuację Lekcje przebiegały nudno i w dość nieprzyjemnej atmosferze. Kartkówka z fizyki i niemieckiego nie poprawiła mojej chęci istnienia. Po wyjściu z budynku ujrzałem kilkoro z moich przyjaciół, co chyba było najpiękniejszym widokiem tego dnia. poszliśmy na herbatę, jak zwykle. Było trochę inaczej niż zwykle. Do chwili obecnej nie wiem co wywołało tą zmianę. Śnieg w tym czasie zdążył się już zadomowić. Wieczorem odprowadzając kolegę, nabyliśmy znicz i podróżowaliśmy z zapalonym ogniem... Na osiedlu spotkaliśmy Ignacego. Chłopakowi najwyraźniej brakowało towarzystwa bo wybiegł do nas w nie zawiązanych butach i cienkiej bluzie. Mój powrót do domu tego dnia był równie nudny, bezsensowny i nudny jak przyjazd. Jedyne co rzuciło mi się w oczy to chamstwo kierowcy busa... Podsumowując, dzień niewarty podniesienia się z łóżka.

Idealna na ten dzień

niedziela, 28 października 2012

Niedziela... i wspomnień czas

Z racji zimna, i powoli narastającej nostalgii, postanowiłem zmienić plan spędzenia dzisiejszego dnia. Pożyczyłem samochód i wybrałem się do dawno nie odwiedzanego przez ze mnie Orłowa. Oczywiście nie obyło się bez problemów z dotarciem do celu. Dwa razy utknąłem  w błocie z tym, że raz musiałem zostać wyciągnięty. Czeka mnie jeszcze rano mycie pożyczonego autka. Pojechałem do dawno nie odwiedzanego kumpla. Jednak zapomniałem o jednym drobnym szczególe. Jego siostrze z którą spotykałem się przez całe minione wakacje. Przypomniałem sobie o tym kiedy już docierałem do celu. Przeszło mi przez myśl aby zawrócić, jednak tego nie zrobiłem. Jak się później dowiedziałem Karolina wciąż darzy mnie uczuciem, czego się trochę obawiam ale na razie nie zamierzam zaprzątać sobie tym głowy.  Dzień spędziliśmy na siedzeniu przy kominku, rozmowach o wszystkim, przygotowywaniu spagetti i pieczeniu szarlotki. Co chwila do naszej gromadki dołączał ktoś nowy. Ostatecznie była nas prawie cała dziewiętnastka. Zabrakło jedynie Rolla. Został na stancji. Trochę mi brakowało jego wiecznie dobrego humoru jak i dystansu do wszystkiego. W końcu jest jednym z moich starych nielicznych już przyjaciół. Dowiedziałem się również, że mój kumpel znowu planuje projekt tym razem o wiele poważniejszy, droższy i bardziej czasochłonny niż poprzednie. Zaproponował mi współpracę, musiałem odmówić z braku czasu. Skąd on ma tyle chęci na to wszystko? Z tego co wiem dalej śpi po cztery godziny. Zazdroszczę mu tej wytrwałości. Może i wrócą jeszcze moje ukochane, beztroskie czasy kiedy mieszkałem w jego garażu, sypiałem na zapadniętej wersalce przy piecyku, i dłubałem z przyjacielem pod maską do białego rana w dźwiękach ulubionej muzyki. W końcu do świąt czy ferii nie jest aż tak daleko a w zimie trzeba coś robić. I wcale nie mam na myśli tylko zarobku bo to nie jest pierwszorzędna sprawa. Boję się tylko, o stosunki z jego siostrą. Rok temu ten problem nie występował. Zaczynam się obawiać że zacznie mi zależeć. Kiedy przypominam sobie wspólnie spędzone trzy miesiące ogarnia mnie dziwny smutek. Niby to nie miłość bo dotychczas szczerzę zakochałem się raptem trzy razy w życiu chociaż kto wie. Powrót był już łatwiejszy. Wróciłem asfaltem. Kiedyś mnie ktoś złapie. To chyba jedyna część mojego życia w której zawsze dopisuje mi szczęście. Jutro początek kolejnego tygodnia czyli ciąg dalszy zmagania się z losem, prawem, herbatą, miłością, mzk, i zielonym lublinem kursującym co dzień o dziewiętnastej dwadzieścia...

Kończę herbatę, i biegnę kończyć auto. Dziś odkryłem jak bardzo mi go brakowało przez ostatnie dwa miesiące. Od jutra zamierzam mieć do wszystkiego większy dystans, nie przejmować się związkami, miłością i całym tym gównem bo inaczej chyba nie można tego nazwać. Jak mawia pewna osoba "Miej wyjebane a będzie ci dane" Z pierwszą częścią się zgodzę :)

Coś na podsumowanie tych 7 dni . Idealnie pasuje :)

sobota, 27 października 2012

Nudny nieudany dzień... Jak tysiąc innych.

Wczorajszy dzień był inny niż wszystkie a jednocześnie był kontynuacją poprzedniego a w zasadzie kontynuacją czterech poprzednich. Z tą różnicą, że nie poszedłem do szkoły. Przynajmniej mojej. Zaczęło się niewinnie. Poczekałem aż rodzina opuści mój dom. Następnie zebrałem się i pojechałem pod gimnazjum Kamyka. Byłem troszkę wcześniej więc pomyślałem, że pójdę kupię jej oliwki. Oczywiście się nie pomyliłem. Wywołało to uśmiech na twarzy mojej towarzyszki. Czym zarażała mnie przez cały dzień. Zjedliśmy razem pizzę, popiliśmy sokiem grejpfrutowym. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Jak zwykle odkąd się razem włóczymy. Następnie udaliśmy się w stronę zamojskiej starówki. Dzisiejsi ludzie nie potrafią już dostrzec renesansowego piękna. Szczególnie pięknie wygląda ona skąpana we mgle o czym miałem okazję przekonać się parę dni temu. Z racji mrozu zgodnie stwierdziliśmy, że znów udamy się na herbatę. Przez następne trzy-cztery godziny które tam spędziliśmy co chwila dołączał do nas któryś z naszych już wspólnych znajomych. Ostatecznie była nas dziesiątka. Jak zwykle nie zwracaliśmy uwagi na innych którzy tak jak my przyszli się tu ogrzać. Zostawiliśmy po sobie nieco większy bajzel niż zwykle. Ukradliśmy nawet serwetki. W końcu nas ktoś z tam tąd wygoni... Podczas pobytu w kafejce zwróciłem uwagę na kobietę w czerwonym płaszczu która przyszła tam sama. Zamówiła czekoladę której nie tknęła. Głównie wpatrywała się w ścianę przed sobą. Czasami tylko na jej twarzy gościł skromny uśmiech  lub coś co go przypominało. Wydawała się taka samotna. Miałem wielką ochotę oddać jej troszkę szczęścia które nie tego dnia otaczało. Ułożyliśmy sobie idealny plan na sobotę, jednak dzisiejsza pogoda pokrzyżowała nam plan wycieczki do Ignasia. Z racji, że wczoraj zakupiłem wszystko co niezbędne do idealnych zapiekanek byłem zmuszony je zrobić i spożyć w samotności. Jeszcze mi tak dobre nie wyszły jak dzisiejszego popołudnia. Może trochę przesadzam, a może po prostu żałuję, że nie mogłem się nimi podzielić z przyjaciółmi. Powoli dzień dobiega końca. Zaczynają się kłótnie z rodziną i głupim, rozpieszczonym bratem. Powoli ogarnia mnie smutek i samotność. Otuchy dodaje jedynie myśl, że gdzieś tam jest ktoś komu na mnie zależy.
Blog jest jednocześnie początkiem i kontynuacją czegoś co trwa, trwało i być może będzie trwać. (na co liczę)

Będę wam opisywał nudne, pełne wina, fajek i niespełnionej miłości życie przeciętnego licealisty, który zamiast się uczyć woli siedzieć gdzieś w lesie z grupką znajomych i łamać prawo.